Flegmatycznie

Filozofia, Kultura i Głupoty

Bloger introwetyk

Gościnny

Cześć, nazywam się Berenika (tak, to jest moje prawdziwe imię a nie pseudonim) i na co dzień prowadzę bloga Lepiej myśleć (niż nie). To z czym moi czytelnicy głównie mnie kojarzą, to jest introwertyzm. Trochę mój, a trochę ich własny. Zatem dzisiaj postanowiłam pokręcić się tutaj właśnie wokół tego tematu. A konkretnie chciałam trochę omówić kulisy bycia introwertycznym blogerem.
Tak właściwie to  już sama nie wiem czy to kwestia mojej introwersji, czy po prostu kiepskiego charakteru, ale mam wrażenie, że jestem fatalną blogerką.

Patrząc z boku, to można pokusić się o wyobrażenie, że pisanie bloga jest czymś wprost idealnym dla osoby z introwertycznym oprogramowaniem wewnętrznym. Bo można coś tworzyć, coś przekminić i wyrzucić z siebie w przestrzeń, co później na swojej drodze spotykają inni i czasem nawet wchodzą z nami w jakąś interakcję. A najlepsze z tego wszystkiego jest to, że ta interakcja jest przeprowadzona z odpowiedniego dystansu. I to jest naprawdę super. Ale prowadzenie bloga, to nie tylko zwykłe tworzenie kolejnych ciekawych treści. To też coś, co się chyba profesjonalnie nazywa „marketingiem osobistym”.

Te wszystkie marketingowe rzeczy

I ja właśnie jestem totalnie beznadziejna w te wszystkie „marketingowe” rzeczy związane z całą otoczką bloga. Nie ogarniam tego. Czasem mam prześwity w świadomości, że może  jestem zwyczajnie zbyt leniwa, żeby to sobie ogarnąć i w dodatku jeszcze się do tego stosować. Chodzi głównie o takie rzeczy jak harmonogram planowania postów, regularne pisanie i wena twórcza na pstryknięcie palcami. Już nie wspomnę o wstawaniu skoro świt, żeby zdążyć zrobić dobre zdjęcia w jakichś przyzwoitych warunkach świetlnych (o tej porze roku jest dla mnie równie wykonalne, co weekendowy wypad na Kilimandżaro).

Większość czytelników nie zdaje sobie sprawy z tego, że jak nie tworzysz ciekawych treści regularnie, to statystyki lecą jak ta sprężynka ze schodów. I kiedy sobie to uświadamiasz, to pojawia się taka mała, ale strasznie wredna presja. Musisz ciągle dorzucać do pieca, bo inaczej ten pociąg zatrzyma się pośrodku cholernego pustkowia i nie wiadomo jak długo zajmie ci ponowne jego rozpędzenie. Więc musisz się bawić w takie dziwne rzeczy jak animowanie i budowanie społeczności.

Ja vs Algorytmy Facebooka

Niemal codziennie przeżywam trochę taki wewnętrzny konflikt – między moją własną naturą, a algorytmami Facebooka. Bo osobiście nie czuję jakiejś takiej potrzeby często się udzielać w społecznościówkach. Ale jednocześnie czuję tą małą, wredną presję na dorzucanie do tego przenośnego pieca i toczenia tej mojej drezyny stale do przodu. Przez co czasem czuję się zmęczona. Przebodźcowana. Przeinternetowana. I wtedy muszę się wyłączyć na jakiś czas z sieci.
(A właśnie głównie tym różni się introwertyk od ekstrawertyka – tolerancją na bodźce.)

Poza tym nie mam zbyt dobrych kontaktów z ludźmi. W sensie jakoś nie przychodzi mi to z lekkością. Wiem, że dobrze jest odpowiadać na komentarze i w zasadzie lubię to robić, ale czasem nie mam pojęcia co odpisać. Ktoś kiedyś mi doradził, że wystarczy nawet sama emotikona uśmieszku czy coś. Ale to też wzbudza we mnie wewnętrzny konflikt. Przecież nawet w realnych kontaktach z żywym człowiekiem bardzo często nie wiem co mu odpowiadać, więc w efekcie uchodzę za raczej małomówną istotę.

Do tego dochodzą jeszcze wszelkiego rodzaju konferencje i inne spędy blogerów. Fantastyczna okazja poznać ludzi, których się ceni za to co tworzą w sieci i w ogóle po prostu z nimi pogadać… no właśnie. Nie cierpię czegoś takiego jak small talk. Nie lubię. A niestety bez tego się nie da. No chyba, że od razu zapoda się komuś z grubej rury pytanie w samo sedno istnienia. Jednak ostatnio zauważyłam, że niektórzy ludzie niekoniecznie doceniają takie bezpośrednie podejście.

Lady Gaga może żyje dla aplauzu, ale ja niekoniecznie

Był taki moment, że strasznie przejmowałam się tym wszystkim. Tymi statystykami wszystkimi i w ogóle. Teraz przejmuję się mniej. Przeszłam już kilka etapów zmiany podejścia do mojego bloga. Był moment, że każdy komentarz pod moim postem był dla mnie na wagę złota. Później były dla mnie szalenie ważne liczby lajków i komentarzy pod postami na Facebooku. Jeszcze później już tylko zależało mi na dobrych zasięgach.
Teraz oczywiście też nie jest mi to obojętne, ale już nie fiksuję totalnie na tym punkcie. Nie zastanawiam się w kółko czy coś będzie „klikalne” albo pozytywnie odebrane. Wiecie, trochę przestałam poszukiwać w tym wszystkim poklasku. Piszę o tym, o czym potrzebuję w danej chwili napisać. Widzę jak niektórzy moi „stali czytelnicy” odchodzą, znikają i przychodzą inni. Nie smuci mnie to, bo wiem, że ja się zmieniam i oni też się zmieniają. Możliwe, że teraz nie odnajdują u mnie tego, czego akurat teraz potrzebują.

 

Szczególnie początkujący blogerzy potrzebują tego klepania po pleckach i upewniania ich, że to co robią ma sens. Nie twierdzę, że to jest coś złego. Każdy z nas potrzebuje na początku trochę wiary zaczerpniętej od innych. Jednak przede wszystkim to sam twórca musi wierzyć, że to co robi ma sens.

***

Panuje przekonanie, że introwertycy są raczej wycofani z życia w społeczności. Chociaż to oczywiście nie jest żadną regułą. Ale jednak ja skłaniam się w stronę ogólnego twierdzenia, że osoby o uosobieniu intro trzymają społeczeństwo raczej na dystans. A skoro tak, to nie wiem dlaczego miałoby być inaczej jeśli chodzi o udzielanie się w mediach społecznościowych. Wydaje się, że skoro istnieje dystans wirtualny między nami a ludźmi, to będzie o wiele łatwiej aktywnie udzielać się w tej internetowej społeczności. Ale z mojego doświadczenia wynika, że rzeczywistość wygląda trochę inaczej.

Bo tutaj też bardzo łatwo jest wpaść w schemat lamentowania nad tym „dlaczego prowadzenie fanpage’a idzie mi tak opornie, a innym przychodzi to z łatwością?”. Tak naprawdę to niczym się nie różni od płakania w realu nad tym, że inni są „normalniejsi” i co z tobą jest nie tak, że nie jesteś rozkręcaczem imprez i palisz absolutnie każdy dowcip jeszcze na etapie mówienia go w głowie. A prawda jest taka, że nie każdy będzie wodzirejem, bo nie każdy ma do tego predyspozycje.
Introwertyk w realu, to bardzo często też introwertyk w wirtualu. Wiem, że to dość logiczne. Ale również doświadczenie podpowiada mi, że czasem najpóźniej uświadamiamy sobie właśnie te rzeczy, które są zupełnie proste i logiczne.

berenika

  • http://freaklikeblacky.blogspot.com Blacky

    Pod większością tekstu mogę się podpisać.

    • http://www.flegmatycznie.pl/ Przemek Potasznik

      Większością, ale nie całością, tak?

  • http://martoszka.pl Martoszka

    świetny post! trudno jest zacząć a jeszcze trudniej jest wrócić i odbudować publiczność …